Witaj!

BLOG

Fotografia analogowa w cyfrowym świecie

Ależ te wakacje są pełne wrażeń! Już dawno nie spędziłam tyle czasu z dala od komputera, biegając na bosaka i skacząc przez fale. Oj, będzie co pokazywać w projekcie 365!
Dwumiesięczne wakacje w przedszkolu i szkole wymuszają na mnie więcej elastyczności, pracuję mniej – ale za to ile dostaję w zamian! Trzy tygodnie nad Bałtykiem, tydzień na Kaszubach. Słońce na skórze, wiatr we włosach, lody w brzuchu…

Jest cudownie!

Zrobiłam już jakiś milion zdjęć w ciągu ostanich dwóch miesięcy, ale ciągle nie mam czasu do nich usiąść. Czekam na początek roku szkolnego, kiedy będe mogła na jednym ekranie odpalić serial na Netflix, a na drugim Photomochanic i Lightroom, i wreszcie zabiorę się za nasze prywatne zdjęcia 🙂

Klęska urodzaju

Tak to już jest, gdy fotografujemy aparatami cyfrowymi. Czy to lustrzanką, czy telefonem. Najczęście zgrywamy zdjęcia na dysk (albo na chmurę) i tak sobie czekają, aż kiedyś do nich usiądziemy. Co najczęściej nigdy nie następuje. Kiedy ostatnio wywołałaś odbitki z wakacji? Kiedy wydrukowałeś album z rodzinnymi zdjęciami? No właśnie!

A pamiętacie jeszcze, jak na wakacje zabierało się aparat analogowy i jeden albo dwa filmy? Gdy do dyspozycji było tylko 36 klatek, jakoś z większym zastanowieniem naciskaliśmy spust migawki.
A potem te parę dni niepewności, gdy czekało się, aż laboratorium przygotuje negatyw i odbitki… Fotografia analogowa miała swój czar i urok.

Na fali nostalgii za minionym czasem, pożyczyłam analogowy aparat Canon od mojego brata, kupiłam na allegro trochę filmów analogowych i spojrzałam na świat troszkę inaczej.
Prawdę mówiąc spodziewałam się, że połowa klatek będzie prześwietlona lub niedoświetlona, albo nieostra, tymczasem wszystkie zdjęcia są ok. Nieskromnie napiszę, że niektóre z nich są nawet bardziej, niż ok 😉

Gdy odbierałam film z laboratorium, znowu poczułam tę magię fotografii.

Zdjęcia, które dzisiaj Wam pokażę, są najzwyklejsze, a nawet niedoskonałe. Owszem, mają ziarno, nie są idelanie ostre, kolory też pozostawiają trochę do życzenia. A jednocześnie mimo tego, a może właśnie dzięki temu – są magiczne. To są nasze najzwyklejsze, rodzinne chwile zatrzymane na zawsze na negatywie.
I wiecie, co jest w tym jeszcze najlepsze? Że nie spędziłam choćby minuty na przeglądaniu zdjęć z tego popołudnia, na żmudnym wybieraniu spośród setek klatek tych kilku/nastu najlepszych. Nie musiałam potem ich edytować, retuszować i przygotowywać do publikacji w internecie czy druku.
Po prostu nacisnęłam migawkę i już! CYK! – jakby powiedziała Emi.

Jesli macie gdzieś w szufladzie schowane aparaty analogowe – koniecznie też spróbujcie odczarować fotografię!
Fotografia analogowa jako odtrutka na idealny, cyfrowy świat. 🙂

 

Aparat – Canon EOS 50, obiektyw 24-105 f4
Film – Fuji 400H
Laboratorium – Relax

ustawienia większości – f 4.0, czas 1/125, ISO ustawione na 200.

Skany nie są najlepszej jakości (mogłam zamówić większy rozmiar plików), a kolory są trochę przekłamane w porównaniu do wydruków, ale musicie mi uwierzyć na słowo, że te fotografie na żywo robią fenomenalne wrażenie!!!

 

Facebook Comments
no comments
Add a comment...

Your email is never published or shared. Required fields are marked *

Menu