Witaj!

BLOG

Grzybobranie | Mushrooms’ picking

Jesień mija (a może już minęła?…) nam pod znakiem chorowania (to z tych nieprzyjemnych rzeczy) oraz grzybobrania (to z tych przyjemniejszych).
Jasiu okazał się zapalonym grzybiarzem. Po mnie tego raczej nie odziedziczył, gdybym żyła w komunie zbieracko-łowieckiej chyba bym padła z głodu 😉 To raczej moja mama przekazała mu te geny. Pamiętam z mojego dzieciństwa wyprawy pociągiem do lasu na grzyby, a potem te wielogodzinne ich obieranie i krojenie… Nie było jeszcze maszyn do suszenia, więc nawlekaliśmy je na nitki i suszyliśmy w kuchni albo na kaloryferach. I ile jeszcze samo zbieranie grzybów jest dość przyjemne – w końcu to taki dłuższy spacer po lesie – to nie cierpię ich potem przygotowywać do zjedzenia 😉

365_20170919_1_WEB-1

Jasiu mógłby chodzić na grzyby codziennie. Na początku września, gdy zaczął pierwszą klasę, starałam się go odbierać zaraz po lekcjach i w południe ruszaliśmy do lasu. Mieszkanie pod Warszawą ma swoje plusy i jednym z nich jest bliskość dzikiej przyrody. Często nie chciało mi się i wolałabym porobić coś innego, ale Jasiu był nieugięty. Zatem zabieraliśmy wiklinowy koszyk i mały nożyk i szliśmy na grzyby.

Muszę przyznać, że jestem pod wielkim wrażeniem jego spostrzegawczości, wytrwałości i cierpliwości. Ma tak bystry wzrok, że szukanie grzybów idzie mu dużo lepiej niż mi.
365_20170919_2_WEB365_20170919_4_WEB-1Nauczyłam go odróżniać gatunki jadalne od niejadalnych (na pewno znacie ten podział: gąbeczka = jadalne, blaszki = trujące). A tak naprawdę to zbieraliśmy zawsze tylko grzyby z brązowymi kapeluszami i gąbeczką. Jedyny wyjątek, jaki robimy od tej zasady to żółciutkie kurki z blaszką 🙂

Babcia z kolei uszczegółowiła tę wiedzę, wprowadzając sowę, rydza, szatana, i całą masę innych grzybów. Ulubioną lekturą Jasia w pewnym momencie był wielki atlas grzybów, który moja mama mu przywiozła. Jasiu siadał sobie wieczorami, kartkował album i oglądał grzyby na rycinach i zdjęciach. Wybierał sobie co ciekawsze okazy i zgłębiał wiedzę.  Ja nie zapamiętałabym chyba nawet połowy tego, co on!365_20170919_5_WEB-1Tego dnia Jasiu sam zaproponował – Mamo, zróbmy sesję grzybową w lesie!
Od pewnego czasu lubi, gdy robię mu zdjęcia. Nie wiem, czy zbiegło się to w czasie z projektem 365 czy z jakimś skokiem rozwojowym?… Nieważne! Najważniejsze, że od czasu do czasu mogę poprosić, żeby na chwile się zatrzymał, bo chcę zrobić zdjęcie, a on mnie posłucha. Na jakieś 10 sekund 😉365_20170919_7_WEBA tutaj nasze zbiory z godzinnego spaceru po lesie.

Niezbyt udane, ale jak na poniedziałkowe popołudnie, gdy po weekendzie wszystko jest przebrane, to i tak nieźle nam poszło.

Znaleźliśmy nawet kurki i borowika! Najwięcej jednak sitarzy – to te żółte z gąbeczką. Moja mama nauczyła nas, że są jadalne, a ponieważ większość osób ich unika (no bo nie mają brązowego kapelusza, jeszcze miesiąc temu też ich unikałam) to w lesie się od nich roi. Podgotowane a potem podsmażone z cebulka są przepyszne! Mniam!

Co ciekawe – Jasiu lubi grzyby tylko zbierać, ale jeść już nie. Może to i lepiej, bo podobno nie są zbyt zdrowe dla małych dzieci… No i więcej zostaje dla mnie!365_20170919_9_WEB-2Ciekawostka dla technofili – zdjęcia wykonane aparatem Fujifilm XT-2 oraz obiektywem 35mm 1.4 (odpowiednik 50mm dla pełnej klatki).

Coraz bardziej lubię ten nieduży aparat. Zabieranie go ze sobą wszędzie nie stanowi żadnego problemu, w przeciwieństwie do mojej kolubryny Canon 5D mIII. Ale jeszcze nie dojrzałam do całkowitej przesiadki, więc na razie zostawiam sobie oba systemy. Każdy lubię za coś innego i nie chcę się pozbywać tych zalet. Zobaczymy, co przyniesie kolejny rok 🙂

Facebook Comments
no comments
Add a comment...

Your email is never published or shared. Required fields are marked *

Menu